Jesteśmy rodzicami Zuzi i śp. Jasia, urodzonych w 24.tc.oraz Natalki. Nasze życie wywróciło się do góry nogami w 2010 roku, a następne lata pełne były niespodziek, rewolucji i szalonych decyzji. Obecnie wkraczamy w świat edukacji... domowej edukacji. Strona jest chroniona prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie lub wykorzystywanie jej zawartości bez zgody autora jest sprzeczne z prawem (podstawa prawna Dz.U. 94 nt 43 poz. 170)
DZIEKI WSZYSTKIM ZA SLOWA OTUCHY I ZAINTERESOWANIE LOSEM NASZYCH DZIECI
czwartek, 9 czerwca 2011
poniedziałek, 30 maja 2011
wizyta u okulisty
![]() |
| SIEMA ZIOMALE |
poniedziałek, 16 maja 2011
pierwsza wiosna
Ostatnio trochę się wydarzyło. Byliśmy u gastroenterologa i alergologa. Okazało się, że Zuzia jest alergiczką. Pierwsze objawy pojawiły się pod koniec lutego, kiedy to na jej buźce pojawiły się liszaje, a później doszła szorstkość skóry i wodnisty katar. Zrobiliśmy jej też testy na alergie z krwi, które potwierdziły obecność przeciwciał, ale nie wiadomo na co. Na razie ma zmienione mleko na bebilon pepti i dostaje syrop przeciwhistaminowy ketotifen. Od inhalacji pulmikortem powoli odchodzimy.
Zuzia zaczęła brać stópki do buzi i przewraca się na razie tylko na boczki. co do diety to powoli ja wzbogacamy, ale ostatnio ma awersje do łyżeczki, więc wszystko dostaje butlą. Niestety.
Zuzia zaczęła brać stópki do buzi i przewraca się na razie tylko na boczki. co do diety to powoli ja wzbogacamy, ale ostatnio ma awersje do łyżeczki, więc wszystko dostaje butlą. Niestety.
czwartek, 24 marca 2011
kolejne wizyty,kolejne wyjazdy
w ostatnich dwoch dniach ponownie odwiedzilismy z zuzia poznan i roznych lekarzy.dzien pierwszy to wyjazd anity i zuzi razem z patrycja jej mezem mackiem oraz mala igusia.dobrze,ze zcasem pkrywaja sie te wyjazdy i mozna taka podroz odbyc wspolnie.ten dzien to byla kolejna,ostatnia dawka synagisu oraz badanie oceny rozwoju.w poznaniu jak zwykle sptkania ze starymi znajomymi-mamami innych wczesniakow i ich pupilkami:-)
jesli chodzi o rozwoj,to lekarze ocenili,ze zuzia rozwija sie w miare prawidlowo na swoj "korygowany" wiek,czyli ok. 4 miesiecy.sa jednak pewne niedostatki(przede wszystki wzmozone napiecie jednej ze stron ciala).pani rehabilitantka pokazala jednak anicie cwiczenia,ktore nalezy wykonywac z mala,aby te niedoskonalosci korygowac.poza tym kilka innych wytycznych,co do prowadzenia dalszej,nazwijmy to rehabilitacji.po powrocie z poznania zuzia niestety byla dosc placzliwa.tak na dobra sprawe,to stan taki jest juz od kilku dni.sporo poplakuje i znow zaczyna grymasic przy jedzeniu.mielismy nawet watpliwosci,czy przy takim stanie rzeczy dobrym pomyslem jest wyjazd do poznania.balismy sie,zeby nie byla to dla niej zbyt uciazliwa podroz.jak sie okazalo nie bylo jednak tak zle.
dzien drugi to usg glowki i kolejna juz kontrola u neurochirurga.podczas wizyty okazalo sie,ze tutaj nie ma wiekszych zmian.wszystko w normie.kolejna kontrola za ok. 3 miesiace,i jesli nic niespodziewanego sie nie wydazy,to bedzie juz ostatnia.po powrocie z poznania pojechalismy jeszcze do naszego pediatry,aby upewnic sie czy wszystko w porzadku.placzliwosc i niechec do jedzenia bardzo przypominaly objawy,jakie mala miala podczas zapalenia uszu i gardla.myslelismy tez o jakis problemach z brzuszkiem,bo czasem sie prezyla i brzuch robil sie jej twardy.pobiezne badania nie wykazaly nic niepokojacego.mamy ponownie udac sie do laryngologa zbadac uszy i gardlo.poza tym powtorzyc badanie moczu,ktore w dwoch wczesniejszychrazach mialo rozbiezne wyniki.a byla tez mowa o mozliwym zapaleniu pecherza .do zrobienia mamy takze badanie krwi.to tak w skrocie.
pozdrowienia dla wszystkich zaprzyjaznionych,torym chce sie jeszcze tutaj zagladac;-)
jesli chodzi o rozwoj,to lekarze ocenili,ze zuzia rozwija sie w miare prawidlowo na swoj "korygowany" wiek,czyli ok. 4 miesiecy.sa jednak pewne niedostatki(przede wszystki wzmozone napiecie jednej ze stron ciala).pani rehabilitantka pokazala jednak anicie cwiczenia,ktore nalezy wykonywac z mala,aby te niedoskonalosci korygowac.poza tym kilka innych wytycznych,co do prowadzenia dalszej,nazwijmy to rehabilitacji.po powrocie z poznania zuzia niestety byla dosc placzliwa.tak na dobra sprawe,to stan taki jest juz od kilku dni.sporo poplakuje i znow zaczyna grymasic przy jedzeniu.mielismy nawet watpliwosci,czy przy takim stanie rzeczy dobrym pomyslem jest wyjazd do poznania.balismy sie,zeby nie byla to dla niej zbyt uciazliwa podroz.jak sie okazalo nie bylo jednak tak zle.
dzien drugi to usg glowki i kolejna juz kontrola u neurochirurga.podczas wizyty okazalo sie,ze tutaj nie ma wiekszych zmian.wszystko w normie.kolejna kontrola za ok. 3 miesiace,i jesli nic niespodziewanego sie nie wydazy,to bedzie juz ostatnia.po powrocie z poznania pojechalismy jeszcze do naszego pediatry,aby upewnic sie czy wszystko w porzadku.placzliwosc i niechec do jedzenia bardzo przypominaly objawy,jakie mala miala podczas zapalenia uszu i gardla.myslelismy tez o jakis problemach z brzuszkiem,bo czasem sie prezyla i brzuch robil sie jej twardy.pobiezne badania nie wykazaly nic niepokojacego.mamy ponownie udac sie do laryngologa zbadac uszy i gardlo.poza tym powtorzyc badanie moczu,ktore w dwoch wczesniejszychrazach mialo rozbiezne wyniki.a byla tez mowa o mozliwym zapaleniu pecherza .do zrobienia mamy takze badanie krwi.to tak w skrocie.
pozdrowienia dla wszystkich zaprzyjaznionych,torym chce sie jeszcze tutaj zagladac;-)
piątek, 18 marca 2011
sobota, 12 marca 2011
sobota, 5 marca 2011
i luty zlecial...
ALE JESTEM ELEGANCKA
witamy wszystkich,ktorzy tu jeszcze zagladaja:-) choc nie wiadomo,czy jeszcze tacy sa.patrze i nie moge sie nadziwic,ze od naszego ostatniego wpisu minal juz ponad miesiac.jakos tak zlatywalo i nie mielismy weny,aby zabrac sie do naskrobania paru slow.a zatem...
przez ten czas odbylismy kilka standardowych wizyt.byl synagis,wizyta u pulmonologa gdzie dowiedzielismy sie,ze na dzien dzisiejszy z pluckami zuzi wszystko w miare ok.w koncu byly kolejne dawki szczepien.i wlasnie ta wizyta stala sie dla nas poczatkiem najwiekszych chyba jak dotad problemow.tzn.,niekoniecznie wlasnie ona konkretnie,lecz dzien w ktorym byly szczepienia.po powrocie z przychodni jak to juz czesciej bywalo mala byla troche placzliwa.no,ale jakos dzien zlecial.kolejny dzien nie przyniosl jednak poprawy.wrecz przeciwnie.caly czas myslelismy jednak,ze moze to byc jeszcze wplyw szczepionek.niestety trzeci dzien i zadnej pioprawy.coraz wieksze rozdraznienie i ryk od rana do wieczora z malymi przerwami na sen.szczegolnie wieczory byly nie do zniesienia.oprocz tego,rzecza ktora szczegolnie nas niepokoila bylo to,ze zuzia zaczela plakac podczas karmienia.w ciagu dnia zjadala tez duzo mniej niz do tej pory.nawet dwokrotnie mniej.caly czas byla apatyczna i niezbyt skora do smiechu i zabawy.od jakiegos czasu zaczelismy tez zuzi poszerzac diete.oprocz mleka dostawala posilki ze sloiczkow.mleko zageszczalismy jej juz nie zageszczaczem jak do tej pory,ale kaszka i kleikiem.powolutku anita wprowadzala jej tez gluten do diety. pomyslelismy zatem,ze byc moze to wlasnie jest przyczyna ostatnich problemow z jedzeniem i placzu.jednak po odstawieniu glutenu i powrotu do diety tylko mlecznej nic sie nie zmienilo.najgorszy byl weekend tydzien temu.nie dosc,ze zuzia caly czas byla marudna,trzeba ja bylo uspokajac i usypiac na rekach,to my z anita z soboty na niedziele oboje sie zatrulismy.jakas masakra.anita cala niedziele praktycznie przespala.dopiero wieczorem jako tako doszla do siebie.a tu ta cala sytuacja z zuzia.na szczescie w poniedzialek poszla z mala do lekarza.pani doktor stwierdzila po objawach mozliwosc zapalenia ucha i ewentualnie pecherza.zlecila zrobienie badania moczu i wizyte u laryngologa.okazalo sie,ze malutka ma zapalenie uszu i gardla.stad placz i niechec do jedzienia.nie ma sie zreszta co jej dziwic.oprocz tego badanie moczu wykazalo nieprawidlowosci w wynikach.nie wiadomo jednak,czy nie bylo to wynikiem trudnosci z pobraniem od zuzi moczu i byc moze jego niesterylnosci.kolejne badanie ma zostac zrobione po tym,jak zuzia wybierze wszystkie leki ktore przepisal jej laryngolog.m.in. dostaje antybiotyk. ale odkad zaczela go brac,to juz praktycznie na drugi dzien widac bylo poprawe.od razu stala sie zywsza i bardziej zadowolona.zaczela tez wcinac mleko jak szalona.mamy nadzieje,ze troche znow przytyje,bo ostatnie tyg. to niezbyt duze przybieranie na wadze u niej.obecnie wazy pewnie ok. 4500 gram.to tyle na razie.pozdrowienia dla wszystkich.
na koniec oczywiscie kilka najnowszych fotek naszego cudenka.


ZUZIA Z MICHASIA
ZUZIA Z RUDIM
MMM,PYSZNE ZIEMNIACZKI ZE SZPINAKIEM
witamy wszystkich,ktorzy tu jeszcze zagladaja:-) choc nie wiadomo,czy jeszcze tacy sa.patrze i nie moge sie nadziwic,ze od naszego ostatniego wpisu minal juz ponad miesiac.jakos tak zlatywalo i nie mielismy weny,aby zabrac sie do naskrobania paru slow.a zatem...
przez ten czas odbylismy kilka standardowych wizyt.byl synagis,wizyta u pulmonologa gdzie dowiedzielismy sie,ze na dzien dzisiejszy z pluckami zuzi wszystko w miare ok.w koncu byly kolejne dawki szczepien.i wlasnie ta wizyta stala sie dla nas poczatkiem najwiekszych chyba jak dotad problemow.tzn.,niekoniecznie wlasnie ona konkretnie,lecz dzien w ktorym byly szczepienia.po powrocie z przychodni jak to juz czesciej bywalo mala byla troche placzliwa.no,ale jakos dzien zlecial.kolejny dzien nie przyniosl jednak poprawy.wrecz przeciwnie.caly czas myslelismy jednak,ze moze to byc jeszcze wplyw szczepionek.niestety trzeci dzien i zadnej pioprawy.coraz wieksze rozdraznienie i ryk od rana do wieczora z malymi przerwami na sen.szczegolnie wieczory byly nie do zniesienia.oprocz tego,rzecza ktora szczegolnie nas niepokoila bylo to,ze zuzia zaczela plakac podczas karmienia.w ciagu dnia zjadala tez duzo mniej niz do tej pory.nawet dwokrotnie mniej.caly czas byla apatyczna i niezbyt skora do smiechu i zabawy.od jakiegos czasu zaczelismy tez zuzi poszerzac diete.oprocz mleka dostawala posilki ze sloiczkow.mleko zageszczalismy jej juz nie zageszczaczem jak do tej pory,ale kaszka i kleikiem.powolutku anita wprowadzala jej tez gluten do diety. pomyslelismy zatem,ze byc moze to wlasnie jest przyczyna ostatnich problemow z jedzeniem i placzu.jednak po odstawieniu glutenu i powrotu do diety tylko mlecznej nic sie nie zmienilo.najgorszy byl weekend tydzien temu.nie dosc,ze zuzia caly czas byla marudna,trzeba ja bylo uspokajac i usypiac na rekach,to my z anita z soboty na niedziele oboje sie zatrulismy.jakas masakra.anita cala niedziele praktycznie przespala.dopiero wieczorem jako tako doszla do siebie.a tu ta cala sytuacja z zuzia.na szczescie w poniedzialek poszla z mala do lekarza.pani doktor stwierdzila po objawach mozliwosc zapalenia ucha i ewentualnie pecherza.zlecila zrobienie badania moczu i wizyte u laryngologa.okazalo sie,ze malutka ma zapalenie uszu i gardla.stad placz i niechec do jedzienia.nie ma sie zreszta co jej dziwic.oprocz tego badanie moczu wykazalo nieprawidlowosci w wynikach.nie wiadomo jednak,czy nie bylo to wynikiem trudnosci z pobraniem od zuzi moczu i byc moze jego niesterylnosci.kolejne badanie ma zostac zrobione po tym,jak zuzia wybierze wszystkie leki ktore przepisal jej laryngolog.m.in. dostaje antybiotyk. ale odkad zaczela go brac,to juz praktycznie na drugi dzien widac bylo poprawe.od razu stala sie zywsza i bardziej zadowolona.zaczela tez wcinac mleko jak szalona.mamy nadzieje,ze troche znow przytyje,bo ostatnie tyg. to niezbyt duze przybieranie na wadze u niej.obecnie wazy pewnie ok. 4500 gram.to tyle na razie.pozdrowienia dla wszystkich.
na koniec oczywiscie kilka najnowszych fotek naszego cudenka.
ZUZIA Z MICHASIA
ZUZIA Z RUDIM
MMM,PYSZNE ZIEMNIACZKI ZE SZPINAKIEM
niedziela, 30 stycznia 2011
kichanie,kaslanie i inne przeboje
w piatek minelo pol roku od narodzin jasia i zuzi.z jednej strony radosna to rocznica,a z drugiej sklaniajaca do chwili zadumy.coz,jest jak jest...
zuzia swoje polurodzinki przyplacila przeziebieniem.smarka strasznie,kicha i pokasluje od czasu do czasu.troche sie przestraszylismy,ale mamy nadzieje,ze szybko jej to minie.do tego dzien wczesniej doszlo slinienie i lekkie rozdraznienie.po zapoznaniu sie z fachowa literatura i po konsultacji z zaprzyjaznionym lekarzem stwierdzilismy,ze moga to byc pierwsze objawy zabkowania.no,ale to sie jeszcze okaze.
ahe,no i oczywiscie dolaczamu najnowszy filmik z wyczynami naszej dziewczynki:-) calosc jest dosc nudnawa,za to koncowka wszystko wynagradza. po obejzeniu tego,co zuzia zaczyna juz wyprawiac wlos nam sie jezy na glowie:-) trzeba juz jej powol;i bedzie pilnowac jak oka w glowie.pozdr
dwudniowy maraton
jak pisalismy zaczelismy w srode od wizyty u kardiologa w koninie.wyjazd rano,bo bylismy umowieni na 8.30. ciezko bylo zrobic malej ekg,bo bardzo sie wiercila.no,ale nie dziwne,skoro przepasali ja cala elektrodami,ktore ja denerwowaly i ziebily.na szczescie z tego co wyszlo,pani kardiolog dala rade troche wyczytac.okazalo sie,ze serduszko zuzi na szczescie jest zdrowe.lekarka na szczescie nie zobaczyla nic niepokojacego.
dalej to natychmiastowy wyjazd do poznania,gdzie na godz. 10.00 bylismy umowieni na kolejna dawke synagisu.oczywiscie spoznilismy sie,ale nie przeszkodzilo to przyjeciu kolejnej dawki.przy okazji spotkalismy sie ze starymi znajomymi,iga,mackiem i ich rodzicami.
kolejnym etapem srodowej podrozy byla wizyta u chirurga,ktory operowal zuzi przepukline.wizyta umowiona na 11.00 doszla do skutku dopiero o 12.30,z powodu wczesniejszych opoznien.na szczescie i tutaj moglismyszostac spokojnie przyjeci.pan doktor zdjal szwy i powiedzial,ze wszystko sie ladnie goi. kolejna kontrola za 2 tygodnie:-) .podroz do domu i oczekiwanie na nastepny dzien.
a czwartek to wyprawa do warszawy.wyprawa,bo trudno nazwac inaczej wyjazd i powrot tego samego dnia z takim malenstwem.po wczesniejszych badaniach okulistycznych pelni obaw jechalismy do znanego profesora okulistyki,by dowidziec sie jak tak naprawde ma sie sprawa z oczkami naszego gochanego malenstwa.podroz minela w miare spokojnie i bezproblemowo.po dotarciu na miejsce i ok. polgodzinnym oczekiwaniu przystapilismy do badania.pan profesor byl malo rozmowny.skrupulatnie wykonywal swoje czynnosci.trzeba przyznac,ze duza liczba aparatury i wnikliwosc badan robi wrazenie.wreszcie po zakonczeniub tego wszystkiego przystapilismy do konsultacji.okazalo sie,ze zmiany po laseroterapii oczywiscie sa,ale stosunkowo niewielkie.jsk sie wyrazil pasn profesor,zuzia "nie powinna miec wiekszych problemow z widzeniem",co w przypadku takiego dziecka nie oznacza oczywiscie zadnych problemow.ufff,bardzo nam ulzylo.szczegolnie,ze caly zcas mielismy w pamieci slowa okulistki z poznania,ktorej nie podobalasie "tarczka oka",co moglo zwiastowac bardzo powazne problemy.jedyna rzecza,na ktora okulista w warszawie zwrocil uwage,to fakt ,ze zuzia ma astygmatyzm.jednak jej stosunkowo jeszcze wczesna faza rozwoju,oraz fakt,ze jej galki oczne jeszcze intensywnie rosna nie pozwala na dokladna ocene jak ta sprawa bedzie wygladala w przyszlosci.na razie trzeba ten fakt obserwowac i poczekac ok. roku na dalsze wnioski. podroz z warszawy byla juz bardziej meczaca dla nas wszystkich.szczegolnie mala momentami byla bardzo marudna.suma sumarum dotarlismy do domu ok. 22.00.
PS.pozdrawiamy Ige i cala jej rodzinke.dwa dni temu dowiedzielismy sie,ze wdalo jej sie zapalenie pluc i razem z patrycja,czyli swoja mama musiala jechac do szpitala do konina. trzymamy wszyscy kciuki...
dalej to natychmiastowy wyjazd do poznania,gdzie na godz. 10.00 bylismy umowieni na kolejna dawke synagisu.oczywiscie spoznilismy sie,ale nie przeszkodzilo to przyjeciu kolejnej dawki.przy okazji spotkalismy sie ze starymi znajomymi,iga,mackiem i ich rodzicami.
kolejnym etapem srodowej podrozy byla wizyta u chirurga,ktory operowal zuzi przepukline.wizyta umowiona na 11.00 doszla do skutku dopiero o 12.30,z powodu wczesniejszych opoznien.na szczescie i tutaj moglismyszostac spokojnie przyjeci.pan doktor zdjal szwy i powiedzial,ze wszystko sie ladnie goi. kolejna kontrola za 2 tygodnie:-) .podroz do domu i oczekiwanie na nastepny dzien.
a czwartek to wyprawa do warszawy.wyprawa,bo trudno nazwac inaczej wyjazd i powrot tego samego dnia z takim malenstwem.po wczesniejszych badaniach okulistycznych pelni obaw jechalismy do znanego profesora okulistyki,by dowidziec sie jak tak naprawde ma sie sprawa z oczkami naszego gochanego malenstwa.podroz minela w miare spokojnie i bezproblemowo.po dotarciu na miejsce i ok. polgodzinnym oczekiwaniu przystapilismy do badania.pan profesor byl malo rozmowny.skrupulatnie wykonywal swoje czynnosci.trzeba przyznac,ze duza liczba aparatury i wnikliwosc badan robi wrazenie.wreszcie po zakonczeniub tego wszystkiego przystapilismy do konsultacji.okazalo sie,ze zmiany po laseroterapii oczywiscie sa,ale stosunkowo niewielkie.jsk sie wyrazil pasn profesor,zuzia "nie powinna miec wiekszych problemow z widzeniem",co w przypadku takiego dziecka nie oznacza oczywiscie zadnych problemow.ufff,bardzo nam ulzylo.szczegolnie,ze caly zcas mielismy w pamieci slowa okulistki z poznania,ktorej nie podobalasie "tarczka oka",co moglo zwiastowac bardzo powazne problemy.jedyna rzecza,na ktora okulista w warszawie zwrocil uwage,to fakt ,ze zuzia ma astygmatyzm.jednak jej stosunkowo jeszcze wczesna faza rozwoju,oraz fakt,ze jej galki oczne jeszcze intensywnie rosna nie pozwala na dokladna ocene jak ta sprawa bedzie wygladala w przyszlosci.na razie trzeba ten fakt obserwowac i poczekac ok. roku na dalsze wnioski. podroz z warszawy byla juz bardziej meczaca dla nas wszystkich.szczegolnie mala momentami byla bardzo marudna.suma sumarum dotarlismy do domu ok. 22.00.
PS.pozdrawiamy Ige i cala jej rodzinke.dwa dni temu dowiedzielismy sie,ze wdalo jej sie zapalenie pluc i razem z patrycja,czyli swoja mama musiala jechac do szpitala do konina. trzymamy wszyscy kciuki...
środa, 26 stycznia 2011
podroze,podroze
sroda i czwartek to beda dla nas bardzo pracowite dni.odwiedzimy konin,poznan i warszawe.czekaja nas wizyty u kardiologa,chirurga(zdjecie szwow i kontrola po zbiegu przepuklin),synagis i na koniec wizyta u okulisty w warszawie.w ciagu dwoch dni zrobimy okolo 1000 km. mamy nadzieje,ze zuzia dobrze zniesie takie obciazenie.w piatek postaramy sie napisac pare slow czego ciekawego sie dowiedzielismy.
sobota, 22 stycznia 2011
kolejny pobyt w szpitalu
Dzień 1.
Na operacje przepukliny pojechaliśmy w niedziele. Zuzia została przebadana przez chirurga, a po kilku godzinach przez anestezjologa. Przez moment nasz dalszy pobyt w szpitalu był pod znakiem zapytania, gdyż Zuzia w ciągu ostatnich 6 tygodni była szczepiona, jednak po konsultacjach lekarze doszli do wniosku, ze upłynęło wystarczająco dużo czasu i nie ma przeciwskazań do zabiegu.
Gdybyśmy mieszkali w Poznaniu lub jego okolicy, moglibyśmy na noc z niedzieli na poniedziałek iść do domu i wrócić rano prosto na zabieg. Z wiadomych względów woleliśmy pozostać w szpitalu i nie fatygować Zuzi do Turku.Zainteresowania ze strony służby zdrowia w tym dniu nie było, więc przygotowywanie posiłków, higiena i podawanie Zuzi leków należało wyłącznie do mnie.Na szczęście wcześniej skonsultowałam co nieco z jedną z mam (pozdrowienia dla Magdy) i byłam na to przygotowana. Zabrałam wszystkie niezbędne rzeczy z domu, łącznie z termosem ciepłej wody na mleko. co mnie bardzo zdziwiło, to fakt, ze panie pielęgniarki oznajmiły, że nie ma u nich możliwości sterylizowania butelek i dostał mi się opr, że sterylizuje butelki po każdym posiłku - podobno tak się nie robi, co jest wbrew wszystkim źródłom, z których czerpie wiedzę na temat pielęgnacji itd. Zuzia jakoś przeżyła dzień bez sterylizacji. Jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe dla rodziców to tragedia. Od rodziców oczekuje się, ze będą zajmowali się dzieckiem 24h na dobę, co jest dla mnie oczywiste zważywszy na naszą służbę zdrowia, ale najlepiej żeby nie jedli, nie pili, nie oddawali swoich potrzeb fizjologicznych, nie myli się, nie wychodzili z sali chorych i nie spali, a jak już bardzo chcą to wyłącznie na drewnianym krzesełku. Nie mogą mieć również przy sobie żadnych toreb, wyłącznie rzeczy, które zmieszczą się do szafki. a propos - na drugi dzień piguła doczepiła się, ze na mojej szafce stoi termos i muszę go schować, ale gdzie?! Na szczęście rodzice potrafią sobie poradzić ze wszystkim jak trzeba i na wszystko znajdą sposób.
Dzień 2.
Operacja przebiegła szybko i bez powikłań, jednak Zuzia cały dzień i noc była markotna, głównie z głodu.
Dzień 3.
Gdy okazało się, ze Zuzia może już pić i niebawem dostanie mleczko, poprosiłam pielęgniarkę o wyparzenie butelek, które od 2ch dni nie były sterylizowane. ku mojemu zaskoczeniu, odmówiła, bo nie wolno. Jednak Zuzia to silna dziewczyna i jakoś dała radę szpitalnym bakteriom. Nic niepokojącego się nie działo, więc wypuszczono nas do domu :)
Na operacje przepukliny pojechaliśmy w niedziele. Zuzia została przebadana przez chirurga, a po kilku godzinach przez anestezjologa. Przez moment nasz dalszy pobyt w szpitalu był pod znakiem zapytania, gdyż Zuzia w ciągu ostatnich 6 tygodni była szczepiona, jednak po konsultacjach lekarze doszli do wniosku, ze upłynęło wystarczająco dużo czasu i nie ma przeciwskazań do zabiegu.
Gdybyśmy mieszkali w Poznaniu lub jego okolicy, moglibyśmy na noc z niedzieli na poniedziałek iść do domu i wrócić rano prosto na zabieg. Z wiadomych względów woleliśmy pozostać w szpitalu i nie fatygować Zuzi do Turku.Zainteresowania ze strony służby zdrowia w tym dniu nie było, więc przygotowywanie posiłków, higiena i podawanie Zuzi leków należało wyłącznie do mnie.Na szczęście wcześniej skonsultowałam co nieco z jedną z mam (pozdrowienia dla Magdy) i byłam na to przygotowana. Zabrałam wszystkie niezbędne rzeczy z domu, łącznie z termosem ciepłej wody na mleko. co mnie bardzo zdziwiło, to fakt, ze panie pielęgniarki oznajmiły, że nie ma u nich możliwości sterylizowania butelek i dostał mi się opr, że sterylizuje butelki po każdym posiłku - podobno tak się nie robi, co jest wbrew wszystkim źródłom, z których czerpie wiedzę na temat pielęgnacji itd. Zuzia jakoś przeżyła dzień bez sterylizacji. Jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe dla rodziców to tragedia. Od rodziców oczekuje się, ze będą zajmowali się dzieckiem 24h na dobę, co jest dla mnie oczywiste zważywszy na naszą służbę zdrowia, ale najlepiej żeby nie jedli, nie pili, nie oddawali swoich potrzeb fizjologicznych, nie myli się, nie wychodzili z sali chorych i nie spali, a jak już bardzo chcą to wyłącznie na drewnianym krzesełku. Nie mogą mieć również przy sobie żadnych toreb, wyłącznie rzeczy, które zmieszczą się do szafki. a propos - na drugi dzień piguła doczepiła się, ze na mojej szafce stoi termos i muszę go schować, ale gdzie?! Na szczęście rodzice potrafią sobie poradzić ze wszystkim jak trzeba i na wszystko znajdą sposób.
Dzień 2.
Operacja przebiegła szybko i bez powikłań, jednak Zuzia cały dzień i noc była markotna, głównie z głodu.
Dzień 3.
Gdy okazało się, ze Zuzia może już pić i niebawem dostanie mleczko, poprosiłam pielęgniarkę o wyparzenie butelek, które od 2ch dni nie były sterylizowane. ku mojemu zaskoczeniu, odmówiła, bo nie wolno. Jednak Zuzia to silna dziewczyna i jakoś dała radę szpitalnym bakteriom. Nic niepokojącego się nie działo, więc wypuszczono nas do domu :)
piątek, 21 stycznia 2011
przepuklina i inne historie...
i juz jestesmy po operacji przepuklin.zostala zoperowana zarowno pachwinowa jak i pepkowa.po operacjach pozostaly jedynie szwy.nawet tata przez cale zycie nie mial tyle zalozonych co nasza mala zuzienka:-) operacja odbyla sie w poniedzialek w godzinach porannych.wszystko przebieglo bez wiekszych niespodzianek.nie liczac faktu,ze podczas operacji okazalo sie,ze mala ma uwiezniety jajnik.pan chirurg na szczescie poprawil wszystko jak nalezy i juz nastepnego dnia zuzia z anita mogly wracac do domu.pozostalismy jednak w poznaniu,gdyz na nastepny dzien mielismy zaplanowana wizyte u pani neurochirurg.po sprawdzeniu wczesniej zrobionego usg glowki oraz ogledzinach stwierdzila ,ze na razie wszystko w porzadku.komory lekko powiekszone(jedna sie nawet zmniejszyla od ostatniego razu) i nie ma zadnego sladu plynu.po wodoglowiu zatem na razie nie ma zadnego sladu.trzeba jednak byc czujnym i za jakis czas powtorzyc badania,bo nigdy nic nie wiadomo!
celowo nie opisywalem bardziej szczegolowo pobytu anity z mala w szpitalu podczas operacji przepukliny.moze anita zechce zrobic to sama,bo jest co opisywac.oprocz udanej operacji byla druga strona medalu-pobyt anity tam od niedzieli do wtorku.no,ale to juz inna historia.na razie to tyle.jutro kolejny wyjazd do poznania do gastroenterologa(hm,mam nadzieje ze dobrze napisalem:-) pozdrawiamy
celowo nie opisywalem bardziej szczegolowo pobytu anity z mala w szpitalu podczas operacji przepukliny.moze anita zechce zrobic to sama,bo jest co opisywac.oprocz udanej operacji byla druga strona medalu-pobyt anity tam od niedzieli do wtorku.no,ale to juz inna historia.na razie to tyle.jutro kolejny wyjazd do poznania do gastroenterologa(hm,mam nadzieje ze dobrze napisalem:-) pozdrawiamy
niedziela, 16 stycznia 2011
1. ocena rozwoju
we poniedzialek byl wyjazd do poznania do neurologa.anita pojechala razem ze swoja kuzynka i jej mezem,ktorzy tez maja coreczke.neurolog powiedzial,ze wszystko w normie.male napiecia miesniowe,ktore jednak sa normalne w przypadku takich wczesniakow jak zuzia.wszystko w swoim czasie powinno sie unormowac.w srode jechalismy do oradni oceny rozwoju.razem z nami patrycja,ktora jest mama igi,tez wczesniaczka z polnej.a tam oprocz nas dorota,z kolei mama macka z polnej:-) a zatem pierwsze spotkanie starych znajomych po wyjsciu ze szpitala.uwiecznione zreszta aparatem,kiedy akurat cala trojka malenstw w jednej chwili zglodniala:-)
poniedziałek, 10 stycznia 2011
piątek, 7 stycznia 2011
nowy rok
styczeń zaczął nam się dość intensywnie. w poniedziałek wcześnie rano wyjazd do poznania - badanie oczek wykazało, że nic niepokojącego się nie dzieje, po laseroterapii Zuzia będzie miała ograniczony kąt widzenia, co do jakości - ostrości wszystko okaże się w przyszłości, zależeć będzie od rozwoju mózgu; wstępne badanie słuchu nie wykazało nieprawidłowości, ale w marcu będzie jeszcze jedno bardziej precyzyjne. we wtorek byliśmy na kolejnym szczepieniu, a wieczorem mieliśmy dość stresujące przeżycia.po kąpieli próbowałam odprowadzić Zuzi przepuklinę pachwinową (dla niewtajemniczonych - przepuklina wychodzi przy wysiłku i trzeba ją wepchnąć z powrotem). przeraziłam się, gdyż miałam z tym problem, a do tego wyczułam twardą kuleczkę. natychmiast pojechaliśmy do szpitala, a tam chirurg stwierdził, ze uwięzła - czyli nie da się jej odprowadzić i konieczny jest zabieg. dostaliśmy skierowanie do szpitala w koninie. chirurg dziecięcy bez problemu ja odprowadził i wysłał nas do domu, mówiąc,że zabieg nie jest jeszcze konieczny, ale jak przepuklina uwięzła raz, to będzie się to powtarzać. na drugi dzień, pełni niepokoju postanowiliśmy pojechać z Zuzia do jej pediatry, żeby ocenił czy jest jakieś zagrożenie, czy zabieg nie byłby wskazany. po zbadaniu, odpowiedzeniu na milion naszych pytań i wyjaśnieniu wszystkiego, stwierdziliśmy, ze chyba jednak przepuklina nie uwięzła, a ta twarda kuleczka nie ma z nią związku, właściwie nie wiadomo co to za kuleczka, ma je z resztą po obu stronach, prawdopodobnie to węzły chłonne.
A po za tym, Zuzia rozwija się dobrze. Coraz częściej reaguje na nasz głos i się uśmiecha. Dość sztywno trzyma główkę i wydaje nowe dźwięki - na razie pojedyncze głoski. Bardziej też skupia wzrok na przedmiotach i naszych twarzach.
W tym miesiącu czeka nas jeszcze sporo wyjazdów - konsultacje z neurologiem, neurochirurgiem, kardiologiem i gastroenterologiem, rehabilitacja w Kaliszu i wizyta w poradni oceny rozwoju dla wcześniaków.
A po za tym, Zuzia rozwija się dobrze. Coraz częściej reaguje na nasz głos i się uśmiecha. Dość sztywno trzyma główkę i wydaje nowe dźwięki - na razie pojedyncze głoski. Bardziej też skupia wzrok na przedmiotach i naszych twarzach.
W tym miesiącu czeka nas jeszcze sporo wyjazdów - konsultacje z neurologiem, neurochirurgiem, kardiologiem i gastroenterologiem, rehabilitacja w Kaliszu i wizyta w poradni oceny rozwoju dla wcześniaków.
środa, 15 grudnia 2010
powolne oswajanie rzeczywistosci...
wiemy ,ze bardzo dlugo sie nie odzywalismy!po pierwsze jak mozna sie domyslic czas bardzo sie ostatnio dla nas skurczyl;-) po drugie,nie przywiazywalismy wagi do bloga,uwazajac po prostu,ze nikt juz tu nie zaglada.co prawda mielismy zamiar wpisywac co jakis czas nowiny z zycia zuzi,ale w zamierzeniu mial to byc rodzaj pamietnika na przyszlosc.coz,okazuje sie jednak,ze nadal niektorzy tu zagladaja ciekawi co tam u naszej pociechy.bardzo nam milo z tego powodu.obiecujemy zatem uaktualnic wpisy raz na jakis czas.na pewno jednak nie bedzie to juz tak czesto jak dotychczas:-)
jak juz wspominalismy powoli przyzwyczailismy sie do nowej sytuacji.do tego,ze teraz jest juz nas trojka w domu.anita praktycznie caly dzien(oraz noce)poswieca malej.wiadomo,jest co robic.nocki przesypia juz praktycznie cale,nie dajac powodow do niewyspania.trzeba tylko co jakis zcas wstac i ja nakarmic.na poczatku robilismy to dokladnie co 3 godz. jednak ostatnimi czasy mala troche zmienila przyzwyczajenia i sama coraz czesciej decyduje kiedy chce jesc.raz co dwie,a raz co cztery godziny.dzis bylismy w szpitalu na konsultacji pulmonologicznej.na razie z pluckamu wszystko ok.lekarka nie zauwazyla zadnych niepokojacych symptomow.w miedzyczasie zuzia przeszla kilka szczepien i innych konsultacji.u neurochirurga tez wszystko ok.bylismy u chirurga.podstawowa rzecza bylo obejzenie przepukliny i umowienie sie na kwiecien na zabieg,gdzie mamy nadzieje pozbyc sie tego problemu. niepokojace informacje uslyszelismy tylko na badaniu okulistycznym.lekarka dopatrzyla sie pewnych nieprawidlowosci w budowie oczek(nie bede zaglebial sie w szczegoly).konsekwencje moga byc bardzo powazne,choc na razie nie kazala sie martwic.za wczesnie by dokladnie orzec co bedzie dalej.na styczen mamy umowiona kolejna wizyte po ktorej byc moze bedzie wiadomo cos wiecej. jesli chodzi o retinopatie,ktorej nabawila sie zuzia i zabieg laserow,to tutaj wszystko przebiega w miare ok.
od jakiegos czasu nasilily sie zdecydowanie okresy,kiedy mala poplakuje,lub wrecz zanosi sie placzem.znajomy lekarz,ktory byl ja u nas obejzec stwierdzil,ze to prawdopodobnie kolki.czyli zadna rewelacja.jednak kiedy sie to zaczelo,bylo dla nas zmartwieniem.teraz troche sie przyzwyczailismy:-)
bedac dzis w szpitalu udalo nam sie zwazyc zuzie.jej obecna waga to 3270 gram. powoli,powoli pnie sie dziecina do gory:-) meczace staja sie podroze do poznania,gdyz tam mamy wiekszosc konsultacji.najbardziej oczywiscie dla malej.moze sama podroz jest w miare ok,jednak gdy wrocimy juz do turku to reszta dnia jes czesto istnym utrapieniem.zuzia nie chce za bardzo spac i duzo placze.styczen pod tym wzgledem wyglada niezbyt obiecujaco. juz teraz mamy zaplanowane przynajmniej 5-6 wizyt:-( ale coz,jakos bedziemy musieli dac rade.
gdy znow dostane natchnienia to nasmole kolejnych pare slow.pozdrawiamy wszystkich czytajacych.szczegolnie mamy innych wczesniakow,ktore razem z nami lezaly w poznaniu: patrycje i dorote:-)narka
ps. w prezencie oczywiscie najnowsza porcja zdjec.
ACH,JAK JA SIE LUBIE KAPAC!
piątek, 19 listopada 2010
nie ma jak w domu
no,wszyscy wpadlismy juz w miare w rytm zycia domowego.karmienie,mycie,pranie i spanie.karmienie,mycie... .naprawde idzie sie przyzwyczaic:-) dzis odwiedzilismy przychodnie aby zrobic pierwsze szczepienia.jedno doustne,pozostale dwa to juz naklucia po jednym w kazde udo.trzeba przyznac,ze nasza gwiazdeczka zniosla to dzielnie.maly placz podczas samego naklucia i po sprawie.w porownaniu z dzieciaszkiem,ktory byl przed nia to po prostu pestka:-) tak sobie myslimy,ze pewnie to za sprawa tego co przeszla do tej pory.tyle nakluc,co one juz przezyla to pewnie niejeden dorosly w calym zyciu nie przeszedl;-). od nastepnego tygodnia zaczynamy wizyty kontrolne u najrozniejszych specjalistow.na poczatek ortopeda i badanie stawow biodrowych.to na szczescie w turku,ale wiele innych(okulista,sluch,pulmonolog,neurolog,neurochirurg i wiele innych) to najczesciej wyjazdy do poznania.ale co zrobic. dzis po raz pierwszy odwiedzil nas takze rehabilitant,ktory bedzie sie zajmowal zuzia.po malych masazach i innych technikach rozluzniajacych stwierdzil,ze niewielkie napiecia miesniowe sa,ale ogolnie wyglada to calkiem niezle.szczegolnie biorac pod uwage dotychczasowe przejscia zuzi.nasza malutka jest chyba w czepku urodzona!
na koniec nowe zdjecie.standardowa procedura odbijania po posilku;-)))
na koniec nowe zdjecie.standardowa procedura odbijania po posilku;-)))
sobota, 13 listopada 2010
czwartek, 11 listopada 2010
HURAAA!!!
NARESZCIE NASTAPIL TEN MOMENT.PO 105 DNIACH OD NARODZIN NASZA KOCHANA CORECZKA MOGLA WROCIC DO DOMU.ZE SZPITALA ODEBRALISMY JA RAZEM ZE WZRUSZONA BABCIA WE WTOREK.PIERWSZY HAUST SWIEZEGO POWIETRZA I PIERWSZE WRAZENIA Z POZNAWANIA SWIATA NA ZEWNATRZ.PODROZ DO TURKU MINELA BARDZO SPOKOJNIE.PO DRODZE JEDZONKO(ZUZIA BUTLA A MY STANDARDOWO HOT DOGI NA ORLENIE.AH,ILEZ ICH SIE ZJADLO PODACZAS TYCH 3,5 MIESIACACH DOJAZDOW DO POZNANIA:-) I OBOWIAZKOWO ZMIANA PIELUSZKI.BARDZO WZRUSZAJACA TO BYLA CHWILA,GDY NASZA CORECZKA PIERWSZY RAZ WYLADOWALA W SWOIM LOZECZKU.PIERWSZY DZIEN I NOCKA TO AKLIMATYZACJA DLA WSZYSTKICH.NOCKA NIEPRZESPANA ZA BARDZO,BO PO PRZESPANYM DNIU MALA BYLA BARDZO AKTYWNA.DO TEGO RODZICIELSKI STRACH I OBAWY PRZY KAZDYM NAJMNIEJSZYM RUCHU I ODGLOSIE.ZA TO DRUGA NOCKA PRZESPANA PRZEZ WSZYSTKICH BARDZO SPOKOJNIE.OCZYWISCIE,POZA OBOWIAZKOWYMI KARMIENIAMI.NA RAZIE TO TYLE GORACYCH WRAZEN.DOLACZAMY ZDJECIA ZROBIONE JUZ W DOMKU:-)
| ZUZIA W SWOIM LOZECZKU |
| Dodaj napis |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



